
Pięć kolejnych zwycięstw w Premier League na koniec poprzedniego sezonu, które dały mu tytuł. Cztery kolejne zwycięstwa w Premier League w obecnym sezonie. Arsenal wydawał się nie do pokonania, a Martin Ødegaard był fantastycznym w roli rozgrywającego i kończącego formę, w sobotę wyjazd odbył się do nadmorskiego kurortu Brighton. Tutaj londyński klub przypomniał sobie, że w najtrudniejszej lidze świata każdy może pokonać każdego w indywidualnych meczach.
Brighton wróciło po rozgromieniu 0:5 z Coventry i Frankiem Lampardem w Premier League, wygrało 2:3 z Manchesterem United w Pucharze Ligi po przegrywce 0:2, więc Arsenal nie miał powodu, by lekceważyć swojego rywala.
PRZECZYTAJ: Nastąpił wzrost powrotu Davida Møllera Wolfe’a!
Okazało się, mówiąc wprost, że Arsenal otrzymał sesję piłkarską pełną pełnych pewności siebie zawodników Brighton i Fabiana Hürzelera na ławce, który naprawdę zdaje się rozgryźć zasady angielskiej piłki.
Pierwszą bramkę w meczu zdobył Pascal Gross po pół godzinie gry, gdy posłał ją do siatki z krawędzi pola bramkowego słupkiem.
Kwadrans później Charalampos Kostoulas podwyższył prowadzenie zdecydowanym strzałem z długiej strony, a gospodarze schodzili na przerwę z prowadzeniem 2-0.
Czytaj o English Clubs: Nie jest przypadkiem, że Kieran McKenna siedzi w loży reżyserskiej na Old Trafford
Można by pomyśleć, że Arsenal przyspieszy w drugiej połowie, ale to Brighton ciągle naciskało na kolejnego gola. Padł po 57 minutach gry. Idealny rzut rożny Pascala Grossa wylądował na dalszym słupku, gdzie Hiszpańczyk Chema Andres podszedł i głową umieścił piłkę w siatce.
Brighton potopił Arsenal, który musiał ponieść pierwszą porażkę od kwietnia.















