
Igor Tudor został zaskakująco sprowadzony jako wybawca dla Tottenhamu po zwolnieniu Thomasa Franka w połowie lutego. Były trener Juventusu nie miał ani jednego dnia doświadczenia w Premier League, ale potrafił pokazać dobre wyniki jako twardy wybawca w klubach spoza wyspy, które nagle zwolniły swojego trenera. Teraz pojawia się wielkie pytanie: Kiedy Tottenham będzie musiał zwolnić „wybawcę”?
Tudor oświadczył w momencie swojego powołania, że ma 100% gwarancję, iż Tottenham nie spadnie. Trzy mecze później, po trzech porażkach, londyński klub jest o jeden punkt wyżej od strefy spadkowej. Następnie Tudor powiedział, że zobaczył coś w ostatnim meczu przeciwko Crystal Palace, co sprawiło, że „jeszcze bardziej wierzy, że im się uda”.
PRZECZYTAJ: Sporting zdał sobie sprawę, że nie wybiera się na egzotyczną wycieczkę wakacyjną do Bodø
Po piętnastu minutach kolejnego meczu Tottenham przegrywał 0-3 i zakończył mecz Ligą Mistrzów porażką 2-5 z Atletico Madryt. Tudor przed meczem mówił, że priorytetem jest Premier League, ale dla kibiców Tottenhamu wielka porażka przed rewanżem w Londynie była po prostu żenująca. Tak, zdarzały się brzydkie błędy bramkarskie, ale była to wielka strata dla klubu, który pod wodzą Thomasa Franka wyróżnił się w Lidze Mistrzów jako czwarty najlepszy klub w fazie grupowej.
Daily Mail twierdzi, że zarząd Spurs daje Tudorowi cztery mecze, by pokazać, że nie muszą spieszyć się z nowym menedżerem do końca sezonu, gdzie postępy muszą być widoczne w każdym meczu. Pierwszy mecz zakończył się wynikiem 2-5, odpadnięcie z Ligi Mistrzów jest mniej więcej pewne. W niedzielę wyjazd udaje się na Anfield na spotkanie z Liverpoolem. Trzech byłych menedżerów Tottenhamu jest gotowych wejść do akcji, a wielkim pytaniem jest, czy sztab odważy się wierzyć, że Igor Tudor rozgryzie kod przeciwko aktualnym mistrzom Premier League.
Czytaj dalej F7: Atletico Madryt celuje w norweskiego supermate Sørloth















