
Po porażce 5-2 w dwumeczu z Bodø/Glimt, meczu Goliath vs. David, o którym relacjonowała większość światowej prasy, Inter Mediolan stał się obiektem śmiechu we Włoszech przez kibiców rywali. Dopóki Włosi nie zorientowali się, że to także duża strata dla ich piłkarskiego narodu. Najpierw Haaland i ekipa w eliminacjach do Mistrzostw Świata, potem Jens Petter Hague i ekipa przeciwko najlepszemu klubowi Serie A. Dlatego z wielkim podekscytowaniem Inter Mediolan został popraćeny w pierwszym meczu Serie A po porażce Bodø/Glimt na San Siro w środku tygodnia. Kibice Interu westchnęli z ulgą.
Bo w sobotę zawodnicy Interu znów stanęli na nogi. Przeciwnikiem była Genua z Serie A, a tutaj klub z Mediolanu był lepszy.
PRZECZYTAJ: Zwolnił trenera Liverpoolu dzień przed Sylwestrem – teraz pojawiają się wyniki!
Pierwsza bramka padła po prawie pół godzinie, gdy Federico Dimarco znalazł przestrzeń w polu karnym, skąd z ostrego kąta wpakował piłkę do bramki. Ten sam Dimarco, który ruszył w stronę bramki Bodø/Glimt z armatnim strzałem, mistrzowsko obronionym przez Nikitę Haikina, co dało jedną z pięciu najlepszych interwencji UEFA.
Genua ruszyła do przodu, ale to Hakan Calhanoglu zdołał zamknąć bramkę tuż przed końcem, gdy bezpiecznie wykorzystał rzut karny, zmniejszając wynik na 2-0. Dzięki temu Inter Serie A prowadzi pewnie z 13 punktami, a na drugim miejscu zajmuje AC Milan.
Czytaj na Radiosporten: Wtedy Ronaldo jest na dobrej drodze – kupuje klub z „wyraźnym potencjałem wzrostu”
Chyba dobrze było dla zawodników i kibiców Interu, że mogli wrócić do „piłki, którą rozumieją”, a nie do tej piłki Bodø/Glimt, którą Thierry Henry opisuje jako „przyprawiając o zawroty głowy”.















