
Zgnite angielskie menedżer Sean Dyche, który został zwolniony w Nottingham Forest w lutym, był przez kilka intensywnych tygodni kojarzony z pracą w Tottenhamie. Zakończył się Roberto Zerbi, sam Dyche mówi, że nie prowadził rozmów z klubem, ale nie przyjął też pracy, mimo że mu ją zaoferowano.
„Nie wchodziłbym w to dla pieniędzy,” powiedział Dyche talkSport.
PRZECZYTAJ: Który trener Liverpoolu „uratuje” Salaha w ćwierćfinale Ligi Mistrzów?!
„Mogli zaoferować mi ogromną pensję – jestem pewien, że są do tego zdolni – i podobno zrobili to samo z De Zerbim. Ale dla mnie liczy się to, co z tego wynoszę jako osoba. Co ja z tego będę miał?”, kontynuuje Dyche.
To wyjaśnia, co spotkało Postecoglou, Thomasa Franka, a teraz spotyka De Zerbiego.
„Jeśli przyjmiesz pracę w Tottenhamie i spełnisz swoje zadanie, ale nie jesteś w pierwszej czwórce w następnym sezonie, a gra nie będzie taka, jaką oni chcą, to szybko zostaniesz oceniany. A potem nagle nie jesteś wystarczająco dobry i chcą cię pozbyć. A jeśli ci się nie uda, to twoja wina, że klub spada do ligi,” podsumowuje Dyche.
W niedzielę Sunderland czeka na Roberto de Zerbi na jego debiut jako menedżera Tottenhamu. Włoch ma to i maksymalnie jeszcze dwa, zanim zostanie okrzyknięty wybawcą – albo trenerem błędów.















