
Z Wyspami Zielonego Przylądka wygrała o włos z Argentyną 3-2 w ósmym finału. We wtorek Mo Salah i Egipt czekali na wstrząśniętego Messiego i argentyńską grupę wielkich gwiazd. Koszmar trwał dalej dla obrońców tytułu mistrzów świata, ale tym razem Argentyna uniknęła tego strachu. Mieszanka znakomitej interwencji bramkarskiej i cynicznych kontrataków dała Egiptowi sensacyjne prowadzenie 2-0, ale trzy późne gole Argentyny w ciągu kwadransa zapewniły Argentynie zwycięstwo 3-2 i awans do ćwierćfinału.
To spotkanie Mohameda Salaha z Lionelem Messim zwróciło uwagę na pierwsze strony gazet przed wtorkowym spotkaniem Egiptu z Argentyną w Atlancie. Północnoafrykańczycy, jako ostatnia pozostała drużyna ze swojego kontynentu, zmierzyli się z aktualnymi mistrzami świata, którzy, co nie dziwi, przystępowali do meczu jako wyraźni faworyci. Jednak to Egipcjanie zaczęli najlepiej.
PRZECZYTAJ: Legenda Andrea Pirlo daje kciuki w górę dla transferu Edersona z Manchesteru United
Po kwadransie doświadczony Yasser Ibrahim zdołał skierować dośrodkowanie Marwana Attii do siatki, w sytuacji, w której Lisandro Martinez wyglądał na zupełnie innego niż solidny. To samo dotyczyło Haissema Hassana, który popełnił faul w polu karnym niecałe pięć minut później. Skrzydłowy Oviedo powalił atakującego Nicolasa Tagliafico w polu karnym, a niedługo potem wszystkie oczy zwróciły się na Lionela Messiego, który miał zamieniać tę złotą okazję na wyrównanie.
Jednak tak się nie stało, ponieważ słaby strzał w połączeniu z dobrą oceną bramkarza Mostafy Shobeira sprawił, że bramka nie trafiła do bramki. Do przerwy Egipt prowadził 0-1.
Nic dziwnego, że Argentyna od początku drugiej połowy wywierała dużą presję, ale Egipcjanie nie poddawali się nikomu. Wyglądało na to, że sensacja jest bliska spełnienia się, gdy jadowity kontratak po świetnej akcji Haissema Hassana trafił do siatki u nogi Mostafy Ziko.
Jednak sprawdzenie VAR przy rzucie wolnym wykonanym przez Lisandro Martineza tuż przy własnej chorągiewce rogowej Egipcjan unieważniło bramkę 2-0, mimo protestów Egipcjan, którzy wyraźnie uważali, że to zupełnie inny etap meczu.
Mimo to Argentyna nadal naciskała na egipską bramkę, ale wraz z tą presją pojawiło się ryzyko kontrataków, a Egipt ponownie okazał się śmiertelnie niebezpieczny.
Mohamed Salah, Haissem Hassan i Mostafa Ziko potrzebowali tylko jednej okazji w obronie, zanim piłka trafiła do nóg tego ostatniego, który bez problemu wpakował ją do siatki. Tym razem gol został uznany i prowadzenie 2-0 stało się rzeczywistością przeciwko Argentyńczykom, którzy mieli słaby dzień defensywny w Gruzji.
Argentyna wywarła wtedy dużą presję na piłce, a na 10 minut przed końcem dała przegrywanie 1-2, które naprawdę ożywiło mecz. Cristian Romero wskoczył na szczyt i głową skierował piłkę do siatki po dośrodkowaniu Lionela Messiego, która została uznana za nieustanną mimo apelów o spalonego ze strony Egipcjan.
Teraz na Salaha i resztę wywierała duża presja, a Argentyńczycy zdołali zwiększyć presję i pokazać klasę. Lionel Messi był tym, który wyrównał, gdy świetny półwolej gwiazdy w polu karnym przerodził się w gola 2-2, mimo że Shobeir miał mocne uderzenie.
Czytaj dalej F7: Klub Premier League mocno żałuje z powodu pozbycia się gwiazdy Mistrzostw Świata Antonio Nusy
Cała inicjatywa była teraz po stronie Argentyny, i choć Egipt walczył zaciekle, ostatecznie przeszedł na korzyść Argentyny.
Jednak nie obyło się bez kontrowersji, bo gdy Argentyńczyk Enzo Fernandez głową wpakował piłkę do siatki, Egipcjanie czuli się całkowicie pozbawieni rzutu karnego na drugiej stronie boiska, gdzie Alexis Mac Allister powinien był popełnić rzut karny. To doprowadziło do lawiny kartek na zawodników i ławkę rezerwowych ze strony Egiptu, ale sędzia uznał bramkę za uznaną i mecz zakończył się dzikim zwycięstwem Argentyny 3-2, która awansowała już do ćwierćfinału – bez przekonującej przekonania.
Wszystko o meczach Mistrzostw Świata na żywo















