
Szwedzki napastnik miał problemy z grą w tym sezonie. Na początku spędził tylko 15 minut w Community Shield – potem był na ławce przeciwko Aston Villi i Coventry.
W zeszłym sezonie Viktor Gyökeres był znacznie ważniejszym elementem ataku Arsenalu. Rozpoczął 26 meczów Premier League, zdobył 11 bramek – żadnego z rzutów karnych – i był ważną bronią dla Mikela Artety.
Czytaj na Radiosporten: Bohater Mistrzostw Świata Antonio Nusa w drodze ku czegoś naprawdę wielkiego
Mimo to wciąż pojawiały się pytania, czy będzie w stanie dostarczać wystarczająco konsekwentnie przez dłuższy czas.
Teraz dawno został wyprzedzony przez Kaia Havertza. Niemiec rozpoczął wszystkie trzy ligowe mecze do tej pory, zdobywając dwie bramki i imponując w każdym spotkaniu – zwłaszcza przeciwko swojemu byłemu klubowi Chelsea, gdzie wykonał znakomity wyczyn, który utorował drogę do drugiego gola Arsenalu.
Havertz rozwija się w kompletnego napastnika dla Artety. Lepiej łączy grę, ciągnąc za sobą kolegów z drużyny takich jak Bukayo Saka, Christos Tzolis i Martin Ødegaard – i czyniąc ich lepszymi.
Kosztowny plan awaryjny
Dla Gyökeresa natomiast sytuacja jest bardzo trudna. Został sprowadzony za znaczną sumę latem 2025 roku i było jasne, że Arteta go chce – ale na razie jest jedynie planem awaryjnym.
Gdy Szwed trafił do Arsenalu, oczekiwano, że będzie pierwszym kandydatem na szczycie. Tak się nie stało. Havertz znacznie lepiej pasuje do systemu Arsenalu – to typ zawodnika, który potrafi być zabójczy w kontratakach i za obroną przeciwnika, ale rzadko ma okazję rozwinąć się przeciwko drużynom, które są nisko w porównaniu z Arsenalem.
I właśnie tak większość ludzi poznaje Gunners.
Jaka jest droga naprzód?
Trudno dostrzec drogę powrotną dla Gyökeresa. Dla dobra swojej kariery może być zmuszony rozważyć zmianę klubu już w 2027 roku – jeśli sytuacja się utrzyma.
Jednak Arsenal może mieć trudności ze znalezieniem kupca, biorąc pod uwagę cenę, jaką za niego zapłacili. Dla zawodnika z ograniczonym czasem gry i niepewną przyszłością to wyzwanie zarówno sportowe, jak i finansowe.
Martin Ødegaard wraca jako król Premier League!














