
Czerwona kartka dla bramkarza. Samobój. Brak punktacji. Trzy do tyłu. Nie był to dobry wieczór kwalifikacyjny dla holenderskiego NEC na Aspmyrze we wtorek, ale trzeci najlepszy klub Holandii nie miał szans przeciwko Bodø/Glimt. Tak łatwo jest podsumować dla przeciwnika Glimta w rewanżu, podsumowanie nowego wyczynu Glimta jest NIESAMOWITE!
Żółta horda z Bodø pojechała w zeszłym tygodniu do Holandii i wygrała 1-3 w pierwszym meczu kwalifikacyjnym. Chociaż holenderskie media komentowały, że teraz wydaje się niemożliwe zdobycie biletu do Ligi Mistrzów, ten jedyny, późny gol dał gospodarzom teoretyczną „linę ratunkową”.
PRZECZYTAJ: Manchester United może wylosować z piekła rodem!
Po meczu napisaliśmy, że Bodø/Glimt nigdy nie popełni tego samego błędu co przeciwko Sportingowi w zeszłym sezonie, wychodząc na boisko, by objąć prowadzenie w pierwszym meczu. Ludzie Kjetila Knutsena również tego nie zrobili. Bjørkan i Auklend zapewnili prowadzenie 2-0 przed przerwą, a NEC nie zdołało zagrozić obronie Glimt w drugiej połowie z dziesięcioma zawodnikami.
Po dwóch meczach zakończyło się reminią 6-1 dla Bodø/Glimt, a kibice NEC już u siebie zdawali sobie sprawę, że norweski klub gra na znacznie wyższym poziomie.
Czytaj dalej F7: Aston Villa zdała sobie sprawę, że musi pozyskać jednego z najlepszych skrzydłowych Europy
To wiele mówi też o mentalności w Aspmyrze, gdy Fredrik Bjørkan w wywiadzie po meczu wskazuje na Barcelonę i Real Madryt jako wymarzonych rywali w fazie grupowej. Hansi Flick lub Jose Mourinho powinni być gotowi.
Bodø/Glimt to klub ustawiony na Ligę Mistrzów!













