
Przez ostatnie siedem lat prowadził Szkocję. Steve Clarke stał się wielkim bohaterem trenerskim, zapewniając Szkocom pierwszy od 1998 roku udział w Mistrzostwach Świata. Oczekiwanie było straszliwie długie, jak dla nas, Norwegów, ale podczas gdy Ståle Solbakken może sobie pozwolić na luksus wystawienia „drużyny B” przeciwko Dembélé, Mbappé, Olise i francuskiej ekipie, powrót Szkotów do mistrzostw był ogromnym przygnębieniem.
Norwescy kibice wiosłowali przez Stany Zjednoczone, podczas gdy szkoccy kibice mieli niewiele na co odpoczywać. Trzy punkty z trzech meczów, przy różnicy bramkowej minus trzy. Po porażce 0-3 z Brazylią w ostatnim meczu grupowym, drużyna była zależna od kilku wyników w innych grupach, ale nie poszło na korzyść McTominaya i Szkotów. W sobotę Chorwacja pokonała Ghanę, co oznaczało, że Szkocja nie mogła awansować z fazy grupowej.
PRZECZYTAJ: Bayern Monachium nakazuje byłemu księciu koronnemu Aleksandrowi Nübelowi, by nie pojawiał się na pierwszym treningu
Nie minęło wiele godzin, zanim trener Clarke potwierdził, że rezygnuje ze stanowiska selekcjonera reprezentacji Szkocji. W otwartym liście do kibiców 65-latek dziękuje zawodnikom:
„Najbardziej emocjonalna część tego pożegnania dotyczy moich graczy. Bez nich nie mielibyśmy żadnych wspomnień, które stworzyliśmy razem od 2019 roku aż do dziś. Zasługują na wszystkie pochwały i uznanie, które otrzymują, i to prawdziwy zaszczyt być ich trenerem,” pisze Clarke.
Przeczytaj na Radiosporten: Kanadyjczycy „wskakują do kanoe” i kopiują norweskie „wioślarstwo wikingów” w Pucharze Świata















