
Wielkie dramaty wybuchły, gdy prowadzenie Liverpoolu 2-0 nad Crystal Palace zostało przypieczętowane kontrowersyjną bramką drużyny Olivera Glasnera w 70. minucie. Prawy obrońca Daniel Munoz wpakował piłkę do siatki, podczas gdy bramkarz Liverpoolu Freddie Woodman leżał na trawie z kontuzją. Liverpool wygrał 3-1, ale po meczu menedżer Palace wspomina bardzo szczególną rozmowę na ławce – która zakończyła się celowym samobójczym golem Palace.
„Właściwie o tym rozmawialiśmy. Powiedziałem, że jeśli bramkarz (Liverpoolu) będzie musiał wyjść z boiska z powodu kontuzji, na pewno pozwolę nam strzelić samobójczego. Bo wtedy byłaby to poważna kontuzja i byłoby niewłaściwe (dla Palace strzelić),” zaczął Glasner po meczu.
PRZECZYTAJ: Amorim ma gotowy plan na następny sezon
„Ale w tej sytuacji czuł ból tylko w danej chwili – jak często bywa u bramkarzy, gdy zostają trafieni z czterech lub pięciu jardów,” kontynuuje trener Palace.
Kto wie, że to bardzo trudna sytuacja dla sędziego.
„Sędzia musi natychmiast przerwać mecz, jeśli uzna za poważną kontuzję, ale można sobie wyobrazić, że bramkarz mógłby kontynuować grę. W takich sytuacjach jest niebezpiecznie na przyszłość, jeśli wymaga, by sędzia zawsze przerwał mecz, ponieważ w niemal wszystkich stałych fragmentach widzimy, że bramkarz bierze udział w pojedynkach. Na przykład, jeśli odbije piłkę, a potem zostaje na miejscu, nie ma się już nowego etapu gry. To nie byłoby dobre dla piłki nożnej. Sytuacja nie była do końca jasna, ale uważam, że to była właściwa decyzja” – podsumowuje Oliver Glasner.
Czytaj na Radiosporten: Kristoffer Ajer opowiada o znakomitym sezonie, Abbie i Mistrzostwach Świata w rozmowie z GSM
Który był gotów zadać klubowi celowego samobójczego, by zrekompensować, gdyby bramkarz Liverpoolu musiał zejść z powodu kontuzji.
Szacunek. Zwłaszcza gdy pochodzi od trenera, który pokonał Liverpool trzy razy wcześniej w sezonie.















