
19‑latek zrobił to, czego nie potrafili starsi.
Jakub Żewłakow wszedł z ławki i odmienił losy spotkania Motor – Legia (2:3). Dwie bramki w doliczonym czasie gry sprawiły, że 19‑latek z dnia na dzień stał się jednym z najbardziej komentowanych młodych piłkarzy w Ekstraklasie. Jednak jego ojciec, Michał Żewłakow, patrzy na ten wybuchowy występ inaczej niż większość kibiców.
Legia wraca z Lublina z punktami, ale przede wszystkim – z nowym bohaterem
Jeszcze kilka dni wcześniej Legia była upokorzona przez Motor w Pucharze Polski (0:3). Rewanż ligowy miał być okazją do odbudowy, ale przez długi czas wyglądało na to, że historia znów się powtórzy. Motor prowadził 2:1, kontrolował mecz, a kibice gospodarzy szykowali się na kolejną sensację.
Wtedy na boisko wszedł Jakub Żewłakow – i wszystko się zmieniło.
W doliczonym czasie gry młody napastnik zdobył dwie bramki, dając Legii zwycięstwo, które może mieć ogromne znaczenie w kontekście walki o mistrzostwo. Legioniści mają dziś 15 punktów i są tuż za plecami Lecha Poznań.
🔺👏 Kuba Żewłakow został zawodnikiem kolejki numer 7 w Pko bp Ekstraklasie. Młody skrzydłowy w meczu z Motorem strzelił 2 bramki, doprowadzając Legionistów do zwycięstwa.
ℹ️SektorZ pic.twitter.com/wPIyOj9E2O
— Newsy.Sportu (@Newsy_Sportu) September 8, 2026
„Nie bramki są najważniejsze” – mówi Michał Żewłakow
Ojciec młodego zawodnika, 102‑krotny reprezentant Polski, nie ukrywał dumy w rozmowie z TVP Sport. Ale jego spojrzenie na występ syna jest bardziej profesjonalne niż emocjonalne.
– Cieszę się nie z tego, że Kuba strzelił dwie bramki, tylko z tego, że realnie pomógł drużynie. To są wartości, które są ważne – podkreślił.
Dla byłego obrońcy Legii kluczowe jest coś innego: utrzymanie się na poziomie, a nie jednorazowy błysk.
– Nieważne, kiedy trafisz do pierwszej drużyny. Ważne, jak długo potrafisz się w niej utrzymać – zaznaczył.
Przeczytaj także – Michniewicz wskazuje kierunek. Marzy o jednym klubie i mówi o tym bez wahania
Symboliczny wieczór dla młodego piłkarza
Michał Żewłakow zwrócił uwagę na drogę, jaką przeszedł jego syn: akademia, drugi zespół, przebijanie się do pierwszej drużyny, trudne momenty i presja nazwiska. Według niego mecz w Lublinie był nagrodą za wytrwałość.
– Wczorajszy wieczór był symbolem, że warto się poświęcać i męczyć – dodał.
Przeczytaj także – Gwiazda Ekstraklasy załamana. Zamiast debiutu w kadrze – kontuzja
Co dalej? Legia szykuje się na Widzew
Przed drużyną Marka Papszuna kolejny ważny test – domowy mecz z Widzewem Łódź, zaplanowany na 13 września o 17:30. Po eksplozji formy młodego napastnika kibice z Łazienkowskiej z pewnością będą patrzeć na niego z jeszcze większą uwagą.












