David Moyes zaskakuje właścicieli Evertonu po chaotycznym okienku transferowym

0

Everton przeżył koszmar letniego okna – upadek umowy za 40 milionów funtów na napastnika Monako, Folarina Baloguna, w dniu terminu zamknięcia zamknięcia, sprawił Davidowi Moyesowi prawdziwy ból głowy.

David Moyes przyznaje, że nigdy nie rozmawiał z Danem Friedkinem – dyrektorem generalnym właścicieli Evertonu, Friedkin Group – po całkowicie chaotycznym zakończeniu okna transferowego.

PRZECZYTAJ: Zrozum, dlaczego Juventus oddał Federico Chiesę Liverpoolowi za nic i nic

Everton został z cienkim składem po nieudanych pozyskaniu napastnika w dniu zamknięcia okienka. The Toffees sprzedali Beto do Fiorentiny, a gdy Folarin Balogun odrzucił jego następcę, późne oferty na Joshuę Zirkzee z Manchesteru United i Tammy Abraham z Aston Villi również poszły na marne. Pozostaje więc Thierno Barry jako jedyny doświadczony napastnik Evertonu.

Trzeba przyznać, że Everton miał powody do radości, gdy Jack Grealish wrócił na wypożyczenie z Manchesteru City, ale sprzedaż Ilimana Ndiaye do City za 65 milionów funtów jeszcze bardziej osłabiła skład.

Całkowicie absurdalne zakończenie okna – w którym Balogun zmienił zdanie po przybyciu na trening Evertonu – zbudowało intensywną obserwację klubu. Przyznanie się Moyesa, że nie ma kontaktu z Friedkinem, tylko podsyca krytykę.


Na konferencji prasowej, cytowanej przez Liverpool Echo, Moyes dyplomatycznie podsumował chaos. Powiedział, że upadek umowy z Balogunem wart 40 milionów funtów był „czyjąś winą”.

„Okno transferowe było generalnie trudne,” dodał.

„Wiem, jak to się skończyło, ale dla nas było ciężko przez cały czas. Ostatnie dni były szczególnie trudne, bo bardzo się staraliśmy. Złożyliśmy oferty na kilku zawodników w poniedziałek bankowy i to niemal niewiarygodne, jak to się skończyło.

„Wiele rzeczy po prostu się nie udało. Ale chyba nie powinniśmy byli tyle zwlekać – powinniśmy byli spróbować wykonać zadanie dużo wcześniej.


Zapytany, czy okno transferowe utrudniło mu pracę, odpowiedział:

„Praca w Evertonie zawsze jest wymagająca. To klub przyzwyczajony do przeciwności. Rozumiem, jak trudne musiało być dla Dycheya [byłego menedżera Seana Dyche’a] i wielu menedżerów przed nim, w różnych okresach.

„Będzie ciężko. Nie mamy dużego składu – to nie jest liczba, jaką byśmy chcieli, ale czasem trzeba zrobić coś wyjątkowego w piłce nożnej i postaramy się to zrobić. Nigdy nie chciałem mieć ogromnej kadry – wolę, żeby była bardziej zwarta – ale może nie tak zwartej jak teraz.


Moyes ma ogromne doświadczenie i jest gotów walczyć dalej z ograniczoną liczbą składów.

„Moim celem jest po prostu być tak dobrzy, jak staraliśmy się być przez ostatnie sezony,” mówi.

„Niektóre rzeczy utrudnią sprawę. Będą dni, kiedy nie zrobimy tego dobrze. Ale jedno obiecuję: zrobię wszystko, by nie usprawiedliwiać tego, co się stało. A gracze są tego w pełni świadomi.

„Nie ma żadnych wymówek ze strony zawodników – ani za to, co mamy, ani za to, czego nam brakuje. Często wspomina się o dwóch lub trzech zawodnikach – naprawdę muszą się wysunąć. Wszyscy muszą pokazać, że potrafią poradzić sobie z tym klubem.

„A dla mnie osobiście to fantastyczna praca. Kocham Everton i zawsze kochałem. To właśnie dało mi nową energię w ostatnim roku, że wróciłem – bo miałem zamiar się poddać, albo może przyjąć pracę w reprezentacji czy coś innego.

– Właściwie myślę, że mieliśmy razem dobry rok i pół, naprawdę to mówię. Jeśli spojrzysz na ponad półtora roku, musisz powiedzieć, że było znacznie więcej pozytywnych niż negatywnych rzeczy. Teraz pojawiła się mała przeszkoda na drodze. Muszę szybko się z tym pogodzić i zacząć widzieć, jak mogę sprawić, by wszystko szło gładko.

Czytaj dalej Angielskie kluby: Drużyna Liverpoolu na Ligę Mistrzów gotowa – dwóch doświadczonych zawodników zostało zbyt lekko ocenionych przez Iraolę

Brak postów do wyświetlenia