
Maja Chwalińska rozpoczęła turniej w Cincinnati z przytupem.
Polka, rozstawiona z numerem 19, zdominowała Cristinę Bucsę, wygrywając 6:2, 6:2 i nie pozostawiając Hiszpance żadnych złudzeń co do tego, kto kontroluje wydarzenia na korcie. Mecz trwał godzinę i 31 minut, ale jego przebieg był jednostronny od pierwszych wymian.
Chwalińska od początku narzuciła własne tempo, pewnie prowadząc grę i skutecznie neutralizując atuty rywalki. W obu setach Bucsa zdołała ugrać tylko po dwa gemy, a Polka zamknęła spotkanie w dwóch partiach, prezentując tenis pełen precyzji i konsekwencji.
Statystyki tylko potwierdzają jej dominację — Chwalińska zdobyła ponad 60 procent wszystkich punktów, a jej return działał jak perfekcyjnie naoliwiona maszyna. Regularnie wywierała presję na serwisie Bucsy, zmuszając ją do błędów i skracania wymian.
Przeczytaj także: Powrót z przytupem! Wisła Kraków nokautuje Lech Poznań
To zwycięstwo ma dla Polki szczególne znaczenie. Po świetnym występie na Roland Garros i późniejszej przerwie spowodowanej kontuzją kostki odniesioną podczas Wimbledonu, Chwalińska wraca do gry w najlepszym stylu. Wygrana w Cincinnati to jej pierwszy triumf od paryskiego turnieju i sygnał, że forma znów idzie w górę .
Maja Chwalińska odhaczyła kolejny kamień milowy ✔️
4 sierpnia debiutowała w głównej drabince turnieju rangi WTA 1000, od razu jako rozstawiona zawodniczka.
11 dni później zanotowała pierwszy wygrany mecz na tym szczeblu, pokonując Cristinę Bucsę.
Teraz trzymamy kciuki za… pic.twitter.com/JaicYUf6qp
— Z kortu – informacje tenisowe (@z_kortu) August 16, 2026
W kolejnej rundzie czeka ją znacznie trudniejsze zadanie — starcie z rozstawioną z numerem 14 Dianą Shnaider. To będzie test, który pokaże, jak wysoko Chwalińska jest w stanie zawiesić poprzeczkę w tym turnieju.
Przeczytaj także: Skrzyszowska przegrała o włos! Wielkie emocje w finale ME













